Zbigniew Wyżga - harmonijka i blues.
Mały czadzik zeszłej soboty:

Ogień wydobywający się z harmonijki to nie złudzenie optyczne ani wada aparatu który wykonał to zjęcie, proszę również nie regulować odbiorników ;) to działo się naprawdę.
Jak to się zaczęło, pierwsze harmonijki.
Był rok 1978, kumpel zaprosił mnie na koncer "Kasy Chorych" z legendarnym, niestety już nieżyjącym harmonijkarzem Ryszardem Skibińskim. Koncert odbywał się w Krakowie w Dworku Białoprądnickim. W owym czasie było to prawdopodobnie jedyne miejsce w mieście gdzie można było posłuchać bluesa, dobrego rocka czy jazzu. Zafascynowany brzmieniem tego małego, a zarazem wielkiego instrumentu, postanowiłem kupić hramonijkę. Pierwszym moim instrumentem, była zakupiona w sklepie muzycznym, bodajże przy ul. Florniańskiej, polska harmonijka o nazwie "Blues". To było straszne nieporozumienie! Z blues'em miała niewiele wspólnego, no może poza napisem wytłoczonym na pokrywach obudowy. Grać się na tym nie dało, zepsuła się po dwóch tygodniach.
Trochę podłamany niepowodzeniem pierwszego zakupu, postanowiłem nabyć prawdziwy instrument. Po ówczesnej konsultacji z ludźmi którzy wiedzieli o co biega, wybrałem się do Gdańska (sic!), do sklepu Czeslawa Adamowicza, importera harmonijek firmy Hohner. Pragne nadmienić, że czasy były ciężkie - rok 1980, zamieszki, ZOMO na ulicach Trójmiasta. Chociaż wyprawa zdawała się zapowiadać dodatkowe wrażenia - finalnie udało się! Przywiozłem do Krakowa swoją pierwszą profesjonalną harmonijkę. To był "Blues Harp" w tonacji A-dur. Muszę powiedzieć, że sprawiła wiele radości! Była precyzyjnie zestrojona, wszystkie dźwięki brzmiały czysto, wyraźnie, miała drewniany korpus. Cóż z tego, że ja dopiero zaczynałem grać. Po dwóch miesiącach intensywnej eksploatacji pękł jeden stroik, i mój instrument stał się bezużyteczny.
Po pewnym czasie ponownie udałem się do Gdańska po nowe instrumenty (wtedy to był jedyny sklep w kraju, gdzie można było nabyć Hohner'y, co prawda później powstał drugi w Warszawie, na pl. Trzech Krzyży). Nabyłem wtedy harmonijki "Pro Harp", z plastikowym korpusem i czarnymi blachami obudowy. Brzmiały pięknie, reagowały na najdelikatniejsze zadęcie. Grałem na nich, a właściwie próbowałem, starając się pracować nad wydobywanymi dźwiękami co trwało ok. pół roku. Po tym czasie instrumenty uległy uszkodzeniu bądź rozstrojeniu.
Oczywiście dokładnie nie pamiętam wszystkich szczegółów - w końcu minęło już tyle lat. Z następnych instrumentów w uogólnieniu grałem na modelu "Special 20" (bardzo podobne do "Pro Harp", z tą różnicą, że posiada drewniany korpus), "Marine Band" - niezły instrument. Grywałem również na "Golden Melody" - jednym z ulubionych modeli, przez muzyków grających techniką overblow.
Po więcej szczegółów na temat technikaliów zapraszam do działu Harmonijka.
Łączę pozdrowienia - Zbyszek.